Boże Narodzenie
Ewangelia dzisiejszej niedzieli jest taka sama jak w dzień Bożego Narodzenia – jest to Prolog Ewangelii wg św. Jana. Wystarczy powiedzieć pierwszy wers, by przypomnieć go sobie w całości: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.
Kto jest tym Słowem, o którym jest mowa? Słowo oznacza tu Syna Bożego, drugą Osobę Trójcy, która na końcu Prologu otrzyma imię Jezus Chrystus. Co oznacza wyraz Słowo? Grecki termin Logos, użyty przez ewangelistę, może oznaczać dwie rzeczy: albo rozum, albo słowo, lub raczej obie te rzeczy naraz. Dlaczego Jezus Chrystus został tak nazwany? Ponieważ jest On ostatecznym słowem Boga do ludzi, pełnią i całością objawienia.
Prolog możemy odczytać jako wielką wizję wiary mówiącą o Bogu, człowieku i świecie. Jako syntezę wszystkiego. Dzisiaj uwielbia się mieć wszystko w wersji kompaktowej, skróconej, to znaczy skondensowane i zajmujące jak najmniej miejsca. Kompakt jest magicznym słowem handlu: płyty kompaktowe, minirozmówki, bryki. Prolog jest czymś podobnym w sferze duchowej. To wszystko, co wiara ma nam istotnego do powiedzenia o Bogu, człowieku, świecie, a zwłaszcza o Chrystusie, jest skondensowane na tej stronicy, ale zarazem bez tracenia całej głębi, która jest zawarta w prawdach wiary. Wprost przeciwnie: prolog do Ewangelii według św. Jana należy do najbardziej natchnionych i uświęconych tekstów, jakie kiedykolwiek wyszły z ust człowieka. Cała Biblia powstała z natchnienia Ducha Świętego, ale tutaj owo natchnienie zyskało nadzwyczajną intensywność.
Mówi nam on o Bogu mówi się, że jest jeden, ale nie jest samotny. Ma obok siebie, w swoim „łonie” Syna, swoje żywe i żyjące Słowo, doskonały obraz siebie. Już w zalążku jest tu obecna nauka o Trójcy.
O świecie mówi się, iż „świat stał się przez Słowo”. W ateistycznej i materialistycznej wizji świat nie ma wyjaśnień. Jest owocem przypadku lub niejasnych praw ewolucji, dziełem przypadku. Tu na odwrót, twierdzi się, że już od początku świata istnieje wyjaśnienie: zwiera się ono w Słowie, które Bóg ma w swoim umyśle, „u siebie”. Bardzo znaczące jest to, że Ewangelia świętego Jana zaczyna się tak samo jak opis stworzenia w Księdze Rodzaju: „Na początku…”. Tym razem jednak chodzi o inny początek, początek absolutny, nie zaś relatywny.
Wreszcie człowiek jest ukazany w Prologu jako byt stworzony przez wolnego Boga. Może przyjąć światło i otrzymać moc stania się Synem Bożym lub też odrzucić wiarę i pozostać w ciemnościach.
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Wiemy, co to oznacza dla chrześcijan. Syn Boży, druga Osoba Trójcy, zstąpił w łono Maryi, stał się Człowiekiem takim jak my. „Założył swój przybytek pośród nas”. Jest to główna prawda chrześcijaństwa, która wraz z nauką o Trójcy odróżnia je od każdej innej religii. Prawie wszystkie religie pojmują wiarę, jako wznoszenie się ku Bogu, budowanie czegoś na kształt piramidy, na szczycie której można spotkać bóstwo. W chrześcijaństwie jest na odwrót. To Bóg zszedł i wznosi nas ku sobie. Tu piramida jest odwrócona i jej szczyt opiera się na ziemi: „Ten Syn podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi” (Hbr 1,3). To nie my mamy usiłować znaleźć Boga, to nie my mamy swoimi słabymi siłami poszukiwać, jak do Niego dotrzeć. To sam Bóg zszedł do nas, zagościł wśród ludzi a następnie pokazał swoim Słowem kim jest i oświecił swoim światłem drogę.
To zdanie świętego Jana zawsze przypominało chrześcijanom także inną prawdę: że również w ich życiu słowo musi stać się ciałem, to znaczy wiara musi przełożyć się na czyny, miłość na konkretne czyny miłosierdzia. W przeciwnym razie, jak mówi święty Jakub, wiara jest martwa. W Bogu słowo i działanie są jednością. Bóg nigdy nie przemawia, nie przekładając tego na czyny. Jego Słowo nigdy nie powraca do Niego, nie uczyniwszy tego, po co zostało posłane. Słowo dokonuje tego, co oznacza. Tak samo ma być w naszym życiu – Wcielone Słowo które przyjmujemy, ma nas przemieniać, ma przekładać się na nasze życie.
Mówią też o tym słowa będące obietnicą i zarazem zobowiązaniem: Wszystkim tym, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi. Warunkiem stania się dzieckiem Bożym jest przyjęcie Dziecka, a więc Jednorodzonego Syna Ojca, Słowa, które stało się człowiekiem. Chodzi o wiarę, nie tylko ogólnie w Boga, ale w Syna. Nawet w naszym zsekularyzowanym świecie większość ludzi wierzy w pewną mglistą, transcendentną rzeczywistość, w siłę wyższą, którą wiciu zwykło nazywać Bogiem. Szczątkowa wiara w Boga należy do pierwotnego balastu człowieka. Stosunkowo łatwo wierzyć w niezdefiniowane bóstwo, jakąś siłę wyższą… Trudniej jest wierzyć w Syna Bożego, a staje się to tym trudniejsze, kiedy ten Boży Syn spotyka się z nami jako człowiek. Jak bowiem można sobie wyobrazić Boga jako człowieka; w jaki sposób człowiek, którego widzimy, słyszymy i możemy dotknąć, może być Bogiem? Wielka jest przepaść pomiędzy wiarą w Boga a wiarą w Jezusa - Boga w ludzkiej postaci. W Jezusie niepojęty Bóg staje się tak bliski, że Jego niepojętość prawie nas przeraża. To, że Bóg stał się człowiekiem, nie znaczy, że Nieskończony i Niepojęty staje się skończony i uchwytny, ale że Jego niepojętość stawia nam jeszcze większe wyzwania, bo jakże ograniczony człowiek może być nieograniczonym Bogiem? Trudno w to uwierzyć i widzimy to na przestrzeni historii Kościoła aż po dziś dzień, jak wciąż na nowo stawia się pod znakiem zapytania tę prawdę naszej chrześcijańskiej wiary.
Wierzymy, że Bóg w Jezusie stał się człowiekiem, i że ten człowiek jest Słowem Ojca, światłem ze światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego. Jeżeli taka jest nasza wiara, to należymy do tych, którzy Go przyjęli. „Tym, którzy Je przyjęli dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”. Mamy moc od samego Boga, moc, która nas czyni dziećmi bożymi, pod warunkiem, że przyjmujemy Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Przyjmować Go to coś innego niż przyjmować przyjaciela czy jakiegoś szacownego gościa. On jest samym życiem. Przyjmować Go, to wprowadzać Go w nasze życie jako zasadę, jako kogoś, kto myśli, czuje, działa w nas i poprzez nas. Stajemy się dziećmi Bożymi, kiedy pozwalamy Dziecięciu, Jednorodzonemu Synowi Ojca, wejść w nas, pozwalając Mu żyć przez nas.
Bycie dzieckiem Bożym w najwyższym stopniu zmienia nasze życie. Po pierwsze - oznacza, że mogę nazywać Boga tak, jak Jezus. Mogę, jak On, mówić do Boga; Abba, Ojcze! Z Bogiem, Wszechmogącym, Niepojętym, mogę obcować jak z kochającym ojcem. Nie muszę już obawiać się „Straszliwego”. On jest przecież moim Ojcem. A Bóg nazywa mnie tak, jak swojego Jednorodzonego Syna. Mówi: „Tyś jest moje dziecię umiłowane, w tobie mam upodobanie”. To niebagatelne w takich czasach, jak nasze - w których w rodzinie często brakuje ojca - że mamy Ojca, który jest Bogiem, który wszystko wie, wszystko może i kocha nas tak samo, jak swojego Syna. Nie musimy płaszczyć się przed Bogiem, nie musimy przymilać się do Niego, albo zachodzić Go okrężnymi drogami, kiedy pragniemy z Nim mówić. Możemy rozmawiać z Nim bezpośrednio, prostym językiem, tak jak dziecko ze swoim ojcem. Możemy używać trybu rozkazującego, zwracając się do Niego: Ojcze, chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, wspomóż nas, rozjaśnij swoje oblicze nad nami. Kiedy mówimy do Boga, nie czynimy tego w trzeciej osobie. Nie mówimy: Niech Jego Majestat przyjmie do wiadomości, że potrzebujemy Jego pomocy. Jakież to bezpieczeństwo móc mówić do Boga: Tyś moim Ojcem, a jam Twoim dzieckiem!
Po wtóre, być dzieckiem Bożym oznacza też, że przyoblekamy się w Chrystusa. Jesteśmy powołani, aby coraz bardziej upodabniać się do Jednorodzonego. Być dzieckiem Bożym - to mieć to samo usposobienie, co On, tę samą wolę służby i zajmowania ostatnich miejsc, tę samą wolę oddawania życia. Moralność chrześcijańska jest przesiąknięta Chrystusem. Moralność chrześcijańska jest moralnością ośmiu błogosławieństw, jest chrystocentryczna, jest naśladowaniem Chrystusa. Polega na przyobleczeniu się w ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa.
„Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi“. Byłoby nieroztropne, byłoby brakiem wspaniałomyślności, zrezygnować z tej mocy. Mamy prawo z wdzięcznością korzystać z danej nam mocy i śmiało mówić Bogu: Jesteś moim Ojcem, a ja Twoim dzieckiem. Pomóż mi żyć tak, jak przystoi Twojemu dziecku.
Moje tagi: Boże Narodzenie; kultura; Religia; święta; wiara.